Uwielbiam dostawać nowe rzeczy. Ciuchy, kolczyki, torebki, perfumy, lakiery do paznokci ( <3 ) i inne bajery. Tak, UWIELBIAM, zresztą kto nie lubi.. Ale nie cierpię chodzić po sklepach a co gorsze przymierzać te wszystkie bluzki, spodnie, buty, kurtki.. Połowy z nich przecież i tak nie kupuje. Nie wiem co te wszystkie dziewczyny widzą w bezsensownym chodzeniu po tych wszystkich sklepach. Niektóre nawet uważają, że jest to forma ich odpoczynku. Mnie osobiście to nie kręci, a nawet powiedziałabym, że po godzinie zaczyna nudzić. No bo co w tym jest fajnego? Tylko nogi Cię bolą, musisz trzymać te wszystkie ciężkie torby z rzeczami które sobie kupiłaś i jeszcze jesteś strasznie zmęczona. MASAKRA!! No i niby jak tu się masz zrelaksować?!
Jest tylko jedna rzecz gorsza od przeszukiwania sklepowych półek.. Powrót tramwajem do domu, gdy jesteś obładowana tymi zakupami. Często nie ma miejsca siedzącego i musisz stać, zazwyczaj przy jakimś spoconym facecie.. Jeszcze jak wejdzie jakiś bezdomny to już w ogóle super, a przez te torby w ręce nie możesz zasłonić sobie nosa. :/
Oczywiście dzisiaj musiałam wracać właśnie tramwajem z Manufaktury, dokładniej linią nr 2. A znając moje "szczęście" musiało się coś przydarzyć. No i nie musiałam długo czekać... Na którymś z kolei przystanku tramwaj zatrzymał się i nie miał zamiaru ruszyć dalej. W końcu wysiadłam zobaczyć co się stało. Okazało się, że kierowca potrącił jakiegoś chłopaka, który chciał przejść przed pojazdem, gdy ten ruszał z przystanku. Chłopakowi nic się na szczęście nie stało i mówił, że się dobrze czuje, jednak kierowca uważał inaczej i zadzwonił po karetkę i postanowił zaczekać na ambulans razem z "potrąconym". Jaki on uprzejmy.. :) No więc staliśmy (tramwaj i ja) tak przez ok 20 min. Przez co spóźniłam się na autobus, w który miałam się później przesiąść. >.< Tak oto jeszcze bardziej znienawidziłam zakupy i tramwaje...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz